Przestaliśmy ufać mediom, bo to one przez lata bezkrytycznie nagłaśniały prognozy banków i deweloperów, przez co napompowały bańkę kredytową na rynku nieruchomości. Bo media uzależnione są od największych reklamodawców, a obok tekstu krytykującego "naganiaczy z OFE" znajdziesz reklamę zachęcającą do zmiany funduszu. Bo są polityczne. Bo publikują nic nie warte prognozy. Bo "podkręcają" każdego newsa, a ponieważ od roku co drugi news mówi o pogłębiającym się kryzysie, to one są winne nadchodzącej recesji. Z drugiej strony, nie mówią wszystkiego, cenzurując najbardziej niepokojące informacje.
Wreszcie dlatego, że pojawiła się realna konkurencja dla mediów głównego nurtu. Źródła wiarygodnych wiadomości i prognoz rozproszyły się po sieci - można je znaleźć na forach, blogach, serwisach społecznościowych takich jak N-K. Komentarze i prognozy, które tam znajdziecie wcale nie są gorsze od tych publikowanych w prasie.
Przecież media jednogłośnie dawały do zrozumienia, że hossa będzie trwała wiecznie. Kiedy ceny domów w USA zaczęły spadać, a w lipcu 2007 zbankrutowały dwa fundusze Bear Stearns, okazało się, że niekoniecznie.
Jednak EBC i Fed przeprowadziły wtedy wielomiliardowe interwencje na niespotykaną skalę i uspokoiły rynek. Analitycy i dziennikarze
spodziewali się nawet kolejnych 2 lat hossy. Rok 2008 znów miał być byczy...
... a był najgorszy w historii.
Nic dziwnego, że po 2008 r. wszelkie prognozy publikowane na portalach spotykają się z bardzo ostrą krytyką internautów. Kilka dni temu Grzegorz Zalewski z DM BOŚ pisał na swoim
blogu: W tym wszystkim najdziwniejszy jest fakt, że w wielu dziedzinach życia nikt rozsądny nie podejmie się szacowania tego co wydarzy się za dwanaście miesięcy. Wiemy, że rzeczywistość jest zbyt złożona i zależy od zbyt wielu czynników. Tymczasem w finansach prognozy wydają się czasem najbardziej pożądanym towarem. Szkoda tylko, że to towar całkowicie nieprzydatny.
Jeden z komentujących wskazał dwie prognozy jednej z renomowanych gazet gospodarczych z lutego 2008 dotyczące
GPW oraz
złotego. Oczywiście nietrafne.
Wszystko to spowodowało, że dzisiaj czytelnicy na jakiekolwiek gospodarcze opinie publikowane na łamach mediów reagują alergicznie. Jeśli dziennikarz ośmieli się wieszczyć odbicie spadających cen mieszkań albo sprzedaży samochodów, zostanie ostro skrytykowany jako propagandzista branży. Jeśli zapowie dalsze spadki, czytelnicy wytkną mu (oczywiście z odpowiednim odnośnikiem) optymistyczne teksty sprzed roku... albo zarzucą czarnowidztwo.
Jeżeli będzie kryzys to media będą odpowiedzialne za jego wywołanie w co najmniej połowie. Wiadomo, że system bankowy, wartość waluty opiera się w ogromnym stopniu na zaufaniu. Brak zaufania to kolejki przed bankami i ich upadek. A media od kilkunastu dni nic nie robią tylko sieją panikę - czytamy na forum.gazeta.pl.
Wygląda na to, że prognozowanie z pozycji autorytetu, czy to wykonaniu dziennikarza czy też analityka, to samobójcza misja.
W jednym z największych hitów ostatniego roku - książce "
The Black Swan" (wydanej w kwietniu 2007) - Nicolas Nassim Taleb zauważa, że jeśli chodzi o zdolność przewidywania przyszłości korzystanie z tradycyjnych masowych mediów czyni nas głupszymi.
Taleb wychodzi z założenia, że nawet najbardziej dogłębna analiza wszystkich dostępnych danych nie pomoże przewidzieć niespodziewanych zdarzeń, które zmieniają świat. Podobnie jak do czasu odkrycia Australii nikt nie zakładał istnienia
czarnych łabędzi. Jak pisze w swoim bestsellerze:
[...] kiedy miałem 22 lata, uderzyła mnie koncepcja rynków efektywnych, zgodnie z którą nie można osiągnąć zysków z handlu papierami wartościowymi, bo te instrumenty automatycznie zawierają wszystkie dostępne informacje.
Publicznie dostępne informacje w efekcie bezużyteczne, w szczególności dla przedsiębiorcy, ponieważ ceny od razu "zawierają" wszystkie te informacje i dzielenie wiadomości z milionami nie daje ci żadnej realnej przewagi. Jest prawdopodobne, że jeden lub więcej z setek milionów pozostałych czytelników takiej informacji już kupi dane papiery i przez to zawyża cenę.
Od tej pory zaprzestałem czytania gazet i oglądania telewizji, co uwolniło znaczną ilość czasu [...].
Można znaleźć wiele "kontrargumentów" do tez w tej książce, najlepszy to ten, że gazety są świetne w przepowiadaniu programów kin i teatrów [...].
W sytuacji, w której media tworzą bezużyteczny szum, nawet opinii zawodowych analityków lepiej jest szukać na ich własnych blogach. Mają tam większą swobodę wypowiedzi, dyskutują z czytelnikami, odpowiadają na pytania.
Najciekawsze gospodarcze newsy pojawiają się ostatnio w pierwszej kolejności właśnie na blogach. To po wpisie
Jacka Maliszewskiego prasa podchwyciła temat wielkiego zagrożenia, jakie dla polskich firm stanowią opcje walutowe.
Medialny hit zeszłego tygodnia - dramatyczny list prezesa TFI OPERA Macieja Kwiatkowskiego do klientów - każdy mógł przeczytać z załączonym komentarzem analityka na blogu
Grzegorza Zalewskiego. Dopiero dwa dni później fragmenty tego samego listu opublikowała ekonomiczna prasa.
Analitycy pozwalają sobie na blogach pisać rzeczy, których "nie wypada" publikować w gazetach. Wojciech Białek opisuje Wunderwaffe schowane
w amerykańskim sztabie głównym, albo
sugeruje, że oficjalnym amerykańskim danym statystycznym nie do końca można ufać. Lepiej zajrzeć do
niezależnego źródła.
Na szczere komentarze rynku akcji i nieruchomości pozwala sobie też
Bartosz Stawiarski. W komentarzach czytelników
widać, że to jest coś, na co czekają.
Ale we współczesnym internecie często anonimowi specjaliści mają większy prestiż niż eksperci reprezentujący swoje firmy. Na forach z wieloletnią tradycją,
takich jak to, nick najbardziej doświadczonych komentatorów jest bardziej wiarygodny niż naukowe i korporacyjne tytuły. Zresztą, gdzie indziej w ciągu kilku godzin od pojawienia się
istotnej informacji można znaleźć tak
wyczerpującą analizę zdarzenia?
Jaki wpływ rewolucja w komunikacji może mieć na gospodarcze załamanie? Według niektórych, pogłębi je. Firma badawcza Forrester Research opublikowała niedawno raport pt. "
The Herd Effect And The Influence Of Technology On Consumer Behavior In A Crisis". Dowodzi w nim (
cytujemy za tym blogiem), że społeczna wymiana informacji w sieci, sprawia, że ludzie są bardziej skłonni do stadnych zachowań i pochopnych decyzji. Dlaczego? Podaje trzy przyczyny:
Po pierwsze, zwykli ludzie bardziej ufają zwykłym ludziom niż ekspertom. Ten mechanizm znamy świetnie np. z rynku e-commerce, gdzie informacje o sklepach i produktach zamieszczone na forach są dla internautów bardziej wiarygodne. Jeśli tłum wpadnie w panikę, fora i blogi nakręcą ją.
Po drugie, złe wieści rozchodzą się po sieci w mgnieniu oka. Forrester przytacza tu przykład upadku funduszu IceSave. Kiedy klienci odkryli, że strona internetowa islandzkiej firmy nie działa, wieść rozeszła się po internecie i po chwili wszyscy zaczęli wypłacać pieniądze z banku.
To trzecie, bankowość elektroniczna sprawiła, że "run na bank" przebiega z prędkością nie biegnącego spanikowanego klienta, lecz coraz szybszych łącz.
Emocje publiczności, która przygląda się wydarzeniom, mogą szybko roznieść się i wpłynąć na zachowanie prywatnych jednostek. To zaszkodzi niektórym instytucjom finansowym bardziej niż innym - szczególnie, jeśli będą miały bardziej niezależnych klientów w swojej bazie - przestrzega autor raportu Reineke Reister.
Co ciekawe, Forrester radzi, by firmy finansowe sprawdzały, jak popularne są technologie web 2.0 wśród ich klientów. W polskich realiach banki i fundusze powinny zatem sprawdzić, czy korzystają oni z Naszej-Klasy albo forum.gazeta.pl i dodatkowo sprawdzić, czy na podobnych serwisach istnieją grupy dyskusyjne zrzeszające klientów ich firmy. Jeśli tak, ryzyko nieprzewidywalnych zbiorowych zachowań jest większe.
W poniedziałek świat obiegła wiadomość
o aresztowaniu południowokoreańskiego blogera o pseudonimie Minerwa. Został oskarżony o rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji, które kosztowały rząd 2 miliardy dolarów rezerw dewizowych. Jak relacjonuje PAP, 30-letni bezrobotny naukowiec bloger przewidział upadek amerykańskiego banku inwestycyjnego Lehman Brothers, znaczny spadek kursu południowokoreańskiego wona wobec amerykańskiego dolara, a także skutki kryzysu finansowego w USA dla gospodarki Korei Południowej.
Dzięki trafnym prognozom, internauci darzyli go wielkim zaufaniem. Zdaniem prokuratury, bloger wykorzystał to do siania zamętu:
W końcu grudnia Minewra informował o decyzjach finansowych rządu, mających powstrzymać spadek kursu południowokoreańskiej waluty. Rezultatem był gwałtowny wzrost zainteresowania amerykańskim dolarem. Aby ustabilizować rozchwiany rynek finansowy, rząd był zmuszony sięgnąć po część rezerw dewizowych.
Prokuratura twierdzi, że bloger musiał sobie zdawać sprawę z konsekwencji rozpowszechnienia takiej nieprawdziwej informacji. Teraz czeka go proces z oskarżenia o naruszenie ustawy o telekomunikacji. Grozi mu wiele lat więzienia.
Czy to dowód na niebezpieczeństwo blogów? Trudno rozsądzać nie znając szczegółów sprawy. Jeśli jednak publikacje jednego anonimowego człowieka doprowadziły do rynkowej paniki, oznacza to, że reputacja oficjalnych źródeł informacji musi być mocno podkopana.
Moim zdaniem negatywny wpływ nowych form komunikacji na recesję jest tylko pozorny. Przecież chodzi o to, by ludzie w końcu stali się odporni na zbiorowe iluzje, które pompują rynkowe bańki. Gdyby przed obecnym krachem finansowym bardziej ufali przewidującym go blogerom i internetowym komentatorom niż tradycyjnym mediom, błędne decyzje zostałyby skorygowane dużo wcześniej a załamanie byłoby płytsze.
Abyśmy mogli pokonać tę recesję, przedsiębiorcy, finansiści i konsumenci muszą znów zacząć podejmować racjonalne decyzje. A nowe technologie mogą im w tym tylko pomóc.
Bartłomiej Ciszewski