16.12.200816:19

Miliony ze znaczków, których nie było: Jak narodził się schemat Ponziego

Historia genialnego oszusta Charlesa Ponziego sprzed prawie 90 lat łudząco przypomina iluzję, na której opiera się współczesny system finansowy.


Afera Bernarda Madoffa jest wstrząsająca z co najmniej dwóch powodów:

1. Uzmysławia nam, ile pieniędzy bez ładu wala się po światowych rynkach, skoro jeden hochsztapler był w stanie nabrać na dziesiątki miliardów renomowane instytucje finansowe na całym globie.

2.Banalny w swojej prostocie model przekrętu, tzw. Schemat Ponziego (albo piramida finansowa) jest łudząco podobny do podwalin współczesnej gospodarki, np. do tzw. bismarckowskiego systemu emerytalnego, który obowiązuje także w Polsce.

Nie wierzycie. Przeczytajcie historię Charlesa Ponziego , człowieka którego imieniem nazwano powielany w nieskończoność na całym świecie schemat.

Gdy 21-letni Ponzi wyemigrował w 1903 roku z Włoch do USA miał, jak głosi legenda, zaledwie 2 dolary i 50 centów w kieszeni. W ciągu kilku lat udało mu się awansować ze stanowiska pomywacza na kelnera, jednak wkrótce został wyrzucony z pracy za to, że okradał klientów.

Dlatego przeprowadził się do Montrealu, gdzie został kasjerem w banku obsługujących włoskich imigrantów. To właśnie u tego pracodawcy nauczył się podstaw finansowego oszustwa, które później zostało nazwane jego imieniem.

Założyciel "Banco Zarossi" - "Louis" Luigi Zarossi - oferował dwukrotnie większe oprocentowanie (6 proc.) depozytów niż konkurencja. Jak to możliwe bank miał ogromne długi, które wzięły się z nietrafionych inwestycji... w nieruchomości? Pieniądze brały się z depozytów nowych klientów. Nic dziwnego, że wkrótce pracodawca Ponziego ulotnił się do Meksyku.

Nasz bohater starał się jakoś związać koniec z końcem. Wreszcie wypisał sobie czek bez pokrycia, za co został aresztowany i spędził trzy lata w kanadyjskim więzieniu.

Po odsiadce parał się różnymi zajęciami: szmuglował włoskich imigrantów przez kanadyjsko-amerykańską granicę, za co trafił do więzienia na kolejne dwa lata. Wtedy poznał dwie słynne postaci: Ignazio Lupo, znanego z okrucieństwa gangstera, oraz Charlesa W. Morse'a, spekulanta, który odegrał istotną rolę w słynnym krachu bankowym z 1907 roku. To on natchnął Ponziego do wielkich spekulacji.

Po wyjściu z paki, Ponzi osiadł w Bostonie. Tu rozpoczął uczciwe życie. W 1918 roku ożenił się. Imał się wielu różnych zajęć, bezskutecznie próbował rozkręcić własny interes. Aż wreszcie trafił na żyłę złota.

Pomysł zrodził się, gdy Ponzi otrzymał przesyłkę z Hiszpanii. W kopercie znalazł popularny w tym czasie Międzynarodowy Kupon na Odpowiedź (IRC). Był to uniwersalny znaczek, który przesyłały firmy np. razem z katalogami, aby klienci mogli od razu odesłać na ich koszt zamówienie.

Mechanizm był prosty - spółka wysyłająca katalog opłacała kupon po kosztach przesyłki w jej kraju. Kupon można było wymienić na znaczki w kraju adresata. Ponzi odkrył, że w systemie jest miejsce na zarobek.

Znaczki we Włoszech, gdzie po I wojnie światowej szalała inflacja, były dla Amerykanina dużo tańsze niż znaczki w USA. Biznes polegał na wysyłaniu dolarów do Italii, kupowaniu kuponów IRC, przesyłaniu ich z powrotem do USA i wymianie na miejscowe znaczki pocztowe. Legalny biznes.

Ponzi wyliczył, że w ten sposób można osiągnąć pięciokrotne przebicie. Zaprosił do współpracy wszystkich znajomych oferując im 50-procentowy zysk z inwestycji w ciągu 45 dni. Przedsiębiorstwo handlujące kuponami nazwał Securities Exchange Company, w skrócie SEC.

Gdy tylko pierwsi inwestorzy otrzymali swoje pieniądze, wieść o cudownym wehikule inwestycyjnym rozeszła się po wschodnim wybrzeżu. Chętni walili drzwiami i oknami. Ponzi rozbudowywał swoje przedsiębiorstwo. Wynajął sprzedawców.

W lutym 1920 uzbierał 5 tys. dolarów. Miesiąc później 30 tys. W maju 420 tysięcy, które zdeponował w niewielkim Hanover Trust Bank of Boston. To była tak duża suma, że pozwoliła Ponziemu przejąć kontrolę nad włoskim bankiem, a SEC mogło to rozwinąć skrzydła.

Do lipca SEC zgromadził miliony dolarów. Nowi klienci robili wszystko, żeby wejść w znaczkowy biznes - zastawiali domy, by wpakować w złotą inwestycję jak największą sumę. Sam Ponzi stał się bohaterem włoskiej społeczności.

Oczywiście pojawiły się też podejrzenia. Jak mógł tak szybko zarobić fortunę? Latem inwestorom puściły nerwy. Spora grupa domagała się wypłaty pieniędzy z funduszu. Dostali je. Jeszcze bardziej zwiększyło to wiarygodność SEC. W dzienniku "Boston Post" ukazał się pochlebny artykuł o Ponzim. Do funduszu napływało 250 tys. dolarów dziennie. Jednak podejrzenia pojedynczych sceptyków rosły.

Jeden z dziennikarzy odkrył, że Ponzi sam nie inwestuje w swój fundusz. Drugi wziął do ręki liczydło i podsumował, że aby pokryć wszystkie zobowiązania firmy, w obiegu musiałoby być 160 milionów kuponów pocztowych. Faktycznie było ich... 27 tysięcy. 

Rządowa United States Postal Service oznajmiła, że nie odnotowała wzrostu podaży na kupony w kraju i za granicą.

Skończyło się kolejnym "runem" na SEC. W ciągu trzech dni Ponzi wypłacił rozwścieczonym klientom 2 miliony dolarów, poczęstował ich kawą, ciastkami. Wielu przekonał i zostawili pieniądze w SEC.

Jednak wkrótce został zdemaskowany.

Aby poprawić wizerunek SEC, Ponzi postanowił wynająć specjalistę od PR. Jednak James McMasters, który przyjął posadę, szybko przekonał się, że za funduszem, który ma promować, nic nie stoi. Co więcej opowiedział swoje sceptyczne doświadczenia prasie (zgarniając za to pięć tysięcy dolarów).

10 sierpnia agenci federalni zamknęli biuro SEC. Nie znaleźli żadnych znaczków ani kuponów. W następnych dniach w prasie pojawiły się więzienne zdjęcia Ponziego z Kanady. 13 sierpnia został aresztowany. W listopadzie sąd skazał go na pięć lat więzienia. Trzy i pół roku później sąd federalny dorzucił kolejne dziewięć lat.

Ostatecznie został zwolniony z więzienia w 1934 roku i deportowany do Włoch. II wojnę światową spędził w Brazylii, gdzie zmarł żyjąc w biedzie w 1949 roku.

Historia Ponziego brzmi jak przypowieść o współczesnym systemie finansowym. Metaforą pieniędzy są znaczki. Miliardy ludzi na całym świecie obraca wirtualnymi pieniędzmi, których nie ma w żadnym sejfie. Gdyby ktoś wziął do ręki liczydło, zsumował wszystkie zobowiązania i należności, okazałoby się, że znaczków nie ma...

Właśnie dlatego historie takie jak ta Ponziego i Madoffa są tak porażające...

Bartłomiej Ciszewski, Wikipedia

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:

Ciekawe? Czytaj dalej na BlogFrog.pl