
Wizerunek jest dla banku jednym z największych aktywów - uczono nas w szkole. Jak mogli się zorientować klienci upadających instytucji w USA i Europie Zachodniej - zdecydowanie największym, bo tamtejsze banki mają dużo więcej długów niż pieniędzy w kasie.
Jeśli to właśnie miałoby decydować o tym, kto jest bankiem, a kto nie, kryteria spełniają w USA takie firmy jak Microsoft czy Google.
Jak radzą sobie w tej sytuacji polskie banki?
Po pierwsze, bardzo rozsądnie, za wszelką cenę chcą zachęcić nas, żebyśmy lokowali w nich pieniądze. Stąd m.in. szalony wyścig ofert lokat i depozytów.
Po drugie, również rozważnie i jeszcze bardziej desperacko starają się udowodnić, że nie mają nic wspólnego z "finansowymi nowinkami", które doprowadziły USA na skraj bankructwa.
Wczoraj z kryzysową sytuacją musieli zmierzyć się przedstawiciele polskiego oddziału Fortis Banku:
Jakie ma argumenty?
Według nas to świetne hasło. Poza tym, rzeczywiście, wydaje się, że tym mogą pochwalić się wszystkie polskie banki. KNF poinformował dzisiaj, że w sumie "toksyczne aktywa" stanowią jedynie 2 proc. ich inwestycji.
W obecnych czasach dobry bank - to bank lokalny, tradycyjny, który zamiast zarabiać, potulnie trzyma pieniądze klientów w kasie. Taki wizerunek to coś zupełnie innego niż kompletnie nietrafione hasło jednego z międzynarodowych graczy, który wchodząc na polski rynek rozpoczął kampanię pod hasłem:
Nie dziękuję.
Bartek Ciszewski

Roman Abramowicz, jeden z...

To nie tylko papierowe...

Indeksy szaleją tak...

Rok bessy na warszawskiej...

Mało brakowało, a ich...

Wszyscy lobbyści powinni...

Przystojny makler...