
2 lipca 2008 roku sąd federalny w Nowym Jorku nakazał firmie Google przekazanie danych użytkowników serwisu YouTube koncernowi Viacom. Oznacza to dużo pracy dla operatorów baz danych Google oraz potencjalne kłopoty dla użytkowników popularnego serwisu.
Przy okazji tej decyzji sądu dowiedzieliśmy się, że YouTube przechowuje wszystkie zgromadzone dane, nawet te o użytkownikach, którzy usunęli swoje konta, oraz o klipach, które zostały "wykasowane" przez autorów. Google wciąż trzyma wszystkie informacje i klipy uznane za nielegalne, pornograficzne, nawołujące do przemocy itp. itd. To przypomina o ważnej zasadzie - w internecie nie ma przycisku Usuń. Pamiętajmy o tym zanim cokolwiek opublikujemy.
Koncern medialny Viacom, właściciel między innymi wytwórni filmowej Paramount Pictures oraz sieci telewizyjnej MTV Networks, otrzyma do ręki bardzo ciekawe informacje.
W bazie danych o wielkości szacowanej przez Google na 12 TB danych - czyli mniej więcej pół Biblioteki Kongresu USA znajdą się informacje o dokładnym czasie oglądania każdego klipu, wraz z numerem IP oraz loginem użytkowników, którzy oglądali dany materiał.
Google próbował chronić dane swoich użytkowników powołując się na VPPA - ustawę chroniącą klientów wypożyczalni kaset video przed ujawnieniem ich danych. Sąd odrzucił jednak protesty Google, argumentując, że loginy w serwisie są anonimowe. Zajmująca się ochroną prywatności użytkowników internetu organizacja Electronic Frontier Foundation w wydanym tego samego dnia oświadczeniu protestuje. EFF wskazuje, że nawet bez loginu i IP, reporterom NYT udało się ustalić tożsamość użytkowników oglądających filmy w serwisie AOL. Poza tym część takich loginów można bez trudu przypisać do osoby. Autor tego artykułu ma w YouTube login oparty na inicjałach, są też tacy, którzy używają po prostu imienia i nazwiska.
Informacje, które Google musi przekazać Viacom mogą więc być dla użytkowników YouTube kłopotliwe - w końcu nie zawsze chcemy, żeby inni wiedzieli co oglądamy w Sieci. Nie chodzi tu tylko o filmy "dla dorosłych" - na YouTube jest wiele materiałów o zabarwieniu politycznym czy antykorporacyjnym. Także godziny w których oglądaliśmy YouTube zamiast pracować ujawnione mogą przysporzyć kłopotów.
Sprawa dotyczy 79 milionów osób korzystających z serwisu na całym świecie. Według badań Megapanel PBI/Gemius w kwietniu YouTube odwiedziło 6 mln 152 tys. Polaków. Viacom zapowiada, że uzyskane informacje posłużą mu jedynie do celów procesowych i będą chronione.
Rzeczywiście w tej chwili mają one posłużyć do sprawdzenia, czy Google zachęcało użytkowników do oglądania treści naruszających prawa autorskie Viacom. Medialny koncern domaga się odszkodowania w wysokości 1 miliarda dolarów.
Z drugiej strony istnieje prawdopodobieństwo, że po uzyskaniu odszkodowania od Google Viacom zainteresuje się także bezpośrednimi sprawcami naruszenia praw autorskich, czyli osobami, które nie mając odpowiedniej licencji wgrały do serwisu utwory należące do Viacom, lub utwory zależne, czyli oparte na własności Viacom. Prawdopodobnie zaś pierwszym zapisem przy danym klipie wideo w bazie danych przekazanej Viacom jest właśnie login i IP użytkownika który wgrał dany materiał i sprawdzał czy publikacja powiodła się.
Także Google może domagać się odszkodowań od użytkowników. Warunki Korzystania, które akceptujemy odwiedzając serwis YouTube, w punktach 5.3 i 8.3, mówią o wyłącznej odpowiedzialności użytkownika za zamieszczone w YouTube materiały. Jeśli więc skutkiem opublikowania przez użytkowników filmów należących do Viacom Google będzie musiało zapłacić miliard dolarów, może dochodzić wyrównania tej szkody od odpowiedzialnych użytkowników serwisu.
pw
Podwyższać ceny benzyny - znaleźliśmy argument. Czy słuszny?
POTworna cyfryzacja odłączy nam telewizję?

Roman Abramowicz, jeden z...

Ale na ostatnim miejscu. A...

To nie tylko papierowe...

Rozczarowany giełdą?...

Jeśli uważnie prześledzimy...

To wygląda na ogólny trend...

"Jestem...