Redakcja Managerii w ramach oszczędności już dawno przesiadła się na rowery. Jednak mimo to ceny ropy doskwierają nam i nijak nie potrafimy dostrzec w zjawisku nic pozytywnego.
Całe szczęście są intelektualiści, którzy uświadomili nam, że drożyzna na stacjach jest zbawienna:
W całej Europie kierowcy się wściekają, gdy patrzą na ceny na stacjach benzynowych. W Hiszpanii kierowcy tirów blokowali przejścia graniczne, w Niemczech i w Polsce opozycja domaga się obniżenia podatków. Rząd się na razie nie ugiął - i dobrze, pisze na łamach "Gazety Opole" znany publicysta Klaus Bachmann.
I zaraz potem wyjaśnia:
Nie dlatego, że szczególnie lubię ten rząd, ale dlatego, że uważam, iż ceny paliw są jeszcze zbyt niskie. Jeśli nie będą wyższe, nigdy nie zmienimy swojego stylu życia - jak Amerykanie, którzy jeżdżą i latają dosłownie za grosze.
Dlaczego powinniśmy się zmienić?
1. Nie tylko ropa, ale i inne paliwa, to samo zło
Ropa za kilkanaście lat się wyczerpie. Posiadanie jej złóż dla większości krajów eksportujących okazało się przekleństwem, bo sprzyja korupcji, wzmacnia dyktatury i uzależnia gospodarkę od jednego produktu. U nas wahania cen ropy decydują o tym, czy możemy w weekend jechać nad jeziorko - tam decydują o dochodach całego kraju, o recesji i bezrobociu. Tak zwane ekologiczne paliwa - gaz, oleje roślinne - mają podobne skutki: uzależniają nas jeszcze bardziej od Rosji albo zmniejszają produkcję żywności i napędzają głód w krajach Trzeciego Świata i ceny u nas.
2. Auta hybrydowe to ściema
Hybrydy? Żadna alternatywa: mają arcyciężkie baterie, więc w jeździe poza miastem spalają odpowiednio więcej. A prąd skąd pochodzi? W Polsce akurat głównie z tradycyjnych elektrowni, które przyczyniają się do zanieczyszczenia środowiska. Dlatego wicepremier Pawlak, szpanując Priusem, pokazuje, że jest nowoczesny - ale ekologiczny nie jest. Gdyby wszyscy jeździli hybrydami, stałoby się to samo, co się stało, kiedy ludzie zaczęli kupować diesle albo przystosować auta do jazdy na gaz - cena by wzrosła.
3. Przemieszczanie się - po co to komu?
Problem nie polega na tym, czy palimy za dużo ropy i zużywamy za dużo prądu, lecz na tym, że jesteśmy za bardzo mobilni. W Europie i w Stanach mamy wręcz do czynienia z kultem mobilności. To się nie zmieni, dopóki litr paliwa - i za nim odpowiednio gaz, rzepak etc. - nie będzie kosztować tyle, że jego cena zmusi nas do zmiany przyzwyczajeń: do budowania ścieżek rowerowych, rozbudowy kolei, prywatyzacji poczty, korzystania z wideokonferencji w internecie i pracy na odległość. 5 zł za litr benzyny tego nie załatwi. Najpierw przemieszczanie się musi się stać prawdziwym luksusem.
Hmmm. Nie jesteśmy do końca pewni, co o tym sądzić. Z jednej strony cenimy sobie "kult mobilności", z drugiej miło byłoby wierzyć, że każda podwyżka cen przybliża nas do nowego, lepszego świata...
bci
POTworna cyfryzacja odłączy nam telewizję?