Za
Informacyjną Agencją Radiową:
Miller ocenia, że obecny kapitał Gazpromu zwiększy się trzykrotnie i osiągnie wartość biliona dolarów. Prezes Gazpromu podzielił się swoimi obserwacjami w czasie spotkania ludzi biznesu w Deauville, w Normandii na północy Francji. Trwają tam także rozmowy w sprawie współpracy Gazpromu z z największym gazowym przedsiębiorstwem we Francji, firmą GDF. Aleksiej Miller chce bardziej wejść na rynek francuski.
Rosyjski gigant ostrzy sobie zęby na częściowo brytyjską firmę TNK-BP, przeciwko której władze wysuwają oskarżenia o szpiegostwo przemysłowe i
oszustwa podatkowe.
Gazprom jest pupilem Kremla już od czasów
Borysa Jelcyna i Wiktora Czernomyrdina. Naprawdę ciekawie zrobiło się jednak w 2001, kiedy przewodniczącym rady dyrektorów koncernu został Aleksiej Borysowicz Miller. "Rzeczpospolita"
pisze:
Urodził się 31 stycznia 1962 r. w żydowskiej rodzinie w Leningradzie. W 1989 r. uzyskał magisterium z ekonomii w miejscowym Instytucie Finansów i Ekonomii im. N. Wozniesienskiego. W latach 1991 - 1996 pracował w komisji stosunków zagranicznych urzędu miasta jako podwładny Władimira Putina. Następne trzy lata był dyrektorem portu ds. rozwoju i inwestycji, a przez rok dyrektorem Systemu Rurociągów Bałtyckich. W 2000 r. został wiceministrem energetyki Rosji. W Moskwie mówiono wtedy, że protegowany Putina wysoko zajdzie.
No i zaszedł. Miller jest praktycznie nietykalny do 2011 roku. Chyba, że zrobi coś głupiego. Ale na to raczej się nie zapowiada. Zamiast tego Aleksiej Borysowicz prowadzi ekspansję na zachodnie rynki. Interesuje się
Stanami Zjednoczonymi, Niemcami, Wielką Brytanią, Francją czy Włochami. Inwestuje nie tylko w gaz, ale i ropę oraz maszyny.
Prowadzi też agresywną politykę w samej Rosji:
Chce mieć udział w miliardowych inwestycjach zdominowanych przez zachodnie firmy, np. na Sachalinie. Władze pomagają faworytowi, zaostrzając przepisy ekologiczne i inwestycyjne dla zachodnich konkurentów - Exxona i Shella.