Jachty kosztują co najmniej milion euro. Górnej granicy w zasadzie nie ma - najdroższe dotychczasowe zamówienia opiewały na kilkanaście mln euro. Łódź jest budowana według życzeń klienta - kupujący decyduje o finalnym wyglądzie, wyposażeniu i oczywiście nazwie.
Właścicielem firmy jest Francis Lapp, Francuz, a w zasadzie Polak francuskiego pochodzenia - jak mówi o sobie: "W głębi duszy czuję się Polakiem, moja rodzina i przyjaciele są Polakami, mówię po polsku i jestem już całkowicie zintegrowany z tym krajem."
Dziennik "Polska" pisze:
Codziennie o 6. rano stawia się w swojej firmie znanej na całym świecie z najbardziej luksusowych katamaranów. Od rana pracy jest dużo. Renoma, jaką zdobyła stocznia, wpływa na pęczniejący portfel zamówień. Sześć lat temu zaczynała od zwodowania jednego katamaranu. Dzisiaj na wodę spływa 8-10 jednostek rocznie. Przychody stoczni w ubiegłym roku wyniosły ponad 70 mln zł.
Portfel zamówień na lata 2008-2009 obejmuje 18 jachtów żaglowych i motorowych, w tym
dwa gigantyczne, ponadtrzydziestometrowe. "Gdańska firma to obecnie jedyna stocznia na świecie budująca jednocześnie dwie takie jednostki to długości ponad 100 stóp" - wyjaśnia gazeta.
Dlaczego Lapp buduje swoje łodzie w Polsce? Bo tu znalazł najlepszych fachowców. Pewnego dnia żeglował na
Zalewie Zegrzyńskim i tam narodziła się jego pasja, czyli łodzie. W tamtych czasach biznesmen prowadził w Warszawie firmę wykonującą instalacje elektryczno-sanitarne. Ale po urlopie zaczął zastanawiać się nad produkcją katamaranów.
Stocznia powstała w 2001. Lapp mówi:
Nie skłamię, mówiąc, że na świecie mamy dwóch, trzech konkurentów. Duże katamarany luksusowe to stosunkowo nowy koncept. Gdy powstała nasza stocznia, na świecie praktycznie nie było jednostek tego typu. Katamarany postrzegano jako łodzie, a nie jachty. My chcieliśmy to zmienić. Chcąc odnieść sukces, musieliśmy wiele zainwestować.
Na początku zatrudniał 50 ludzi, teraz 350. Pierwszą łódź zwodowano w 2002. Miała 22,5 metra długości, projekt zajął 11 miesięcy (mało w porównaniu do wielu francuskich stoczni). Sunreef 74 CHE kosztował 3 miliony euro:
Pięć kabin wyposażonych zostało w wysokiej jakości sprzęt hi-fi, odtwarzacze DVD i telewizory plazmowe. Każda ma własną łazienkę wykończoną w marmurze, meble na wysoki połysk i ręcznie szytą tapicerkę. Pilotami można regulować zasuwanie rolet i natężenie diodowego oświetlenia. Kabiny są wyciszone i izolowane przy zastosowaniu technologii lotniczej. Oddzielna klimatyzacja każdej kabiny to standard. Wygodne sterowanie jednostką zapewnia zintegrowany system elektroniczny z ekranem dotykowym.
Jacht pokazano na targach we Francji i USA. Stał się wizytówką firmy. Dziś Sunreef bez problemu buduje
30-metrowe jachty. Jeszcze większe (50-60 m) są w fazie projektowania. Kto kupuje takie cacka? Dziennik pisze:
lientami są Europejczycy, Amerykanie i Australijczycy, szejkowie z Emiratów Arabskich. Są wśród nich znane osobistości, firma jednak skrzętnie skrywa nazwiska. Na razie żadna łódź nie trafiła do klienta z Polski.
wow/Polska The Times