20.05.200812:13

Kryzys? Cięcie kosztów? Polskich banków to nie dotyczy

fot. AG
Amerykańskie i brytyjskie banki obcinają swoim pracownikom fundusze reprezentacyjne. Polacy zupełnie się tym nie przejmują - pisze "Puls Biznesu".

W Stanach i na Wyspach trwa kryzys kredytowy. Odbija się to na życiu pracowników największych banków. Woda mineralna czy kawa są nadal dostępne, ale o godzinnych rozmowach przez telefony komórkowe czy lataniu klasą biznes trzeba powoli zapomnieć. Gazeta podaje przykłady:

W klasie ekonomicznej latają już na przykład analitycy UBS (na całym świecie w banku straci pracę 5,5 tys. osób). Deutsche Bank zabronił z kolei swoim menedżerom kupować pornokanały w hotelowej telewizji za ich firmowe karty kredytowe. Wprowadził też limity na wydatki na lunch do około 300 złotych na osobę.


Londyński Penmure Gordon kazał swoim maklerom jeździć metrem. Z powodu oszczędności British Airways zaczęły narzekać na słabe obłożenie w klasie biznes.

Tymczasem w Polsce mało kto oszczędza:

Centrala Citigroup już w styczniu zapowiedziała, że zlikwiduje 4,2 tys. etatów na całym świecie, w kwietniu oznajmiła, że zwolni kolejne 9 tys. ludzi (...). W Citi Handlowym nie przyznają się do tego, że objęła ich restrukturyzacja i jakiekolwiek oszczędności na lunchach, telefonach, hotelach i tym podobnych. Zapewniają, że są jednym z najbardziej oszczędnych ogniw Citigroup.


Citi Handlowy zwolni co prawda 490 osób, ale jednocześnie zatrudni 390 poza Warszawą.

Podobnie wypowiadają się przedstawiciele BRE:

Zaznaczają, że bank nie miał żadnego zaangażowania na rynku subprime, a więc ryzykowne kredyty nie wpłynęły ani na ich działalność, ani na wyniki mBanku i MultiBanku. Natomiast ostatnia rezygnacja z planów ekspansji zagranicznej, to lokalna decyzja Mariusza Grendowicza, nowego prezesa, a nie ogólnoeuropejskie oszczędności Commerzbanku - do którego należy BRE.


W GE od dawna lata się klasą ekonomiczną, więc nie ma na czym oszczędzać. ING stara się ograniczyć zużycie papieru i "zinternetyzować" kontakty z klientami. Pekao zarzeka się, że od zawsze dzieli każdą złotówkę na trzy.

Skąd bierze się niechęć do oszczędzania w niektórych instytucjach? Główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu Janusz Jankowiak wyjaśnia:

Za angielskimi bankami stoją zwykle akcjonariusze z krwi i kości, którzy potrafią wywrzeć realny i szybki wpływ na działania instytucji. W Polsce udziałowcami banków są głównie instytucje, akcjonariat jest rozproszony, wobec czego trudno mu naciskać na zarządy banków w sprawie cięć wydatków. Na przykład zorganizowanie akcjonariuszy, aby zbadać to, co robi prezes Bielecki w części inwestycyjnej Pekao, jest raczej mało realne.


Były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego Krzysztof Rybiński widzi to inaczej:

Polska jest w zupełnie innej sytuacji niż kraje o ugruntowanej pozycji gospodarczej - na dynamicznie rozwijającym się rynku nad Wisłą toczy się ostra konkurencja o utrzymanie pozycji lub ich wzmocnienie.
Nie bez racji jest argument, że skoro polski sektor bankowy jest wart mniej niż największy niemiecki bank to centrale międzynarodowych banków niespecjalnie naciskają na cięcie kosztów u nas.
Z drugiej strony echo oszczędności na Wall Street i w Londynie może się w Polsce pojawić, niemniej raczej banki powinny się skupić na obniżeniu wskaźnika przychodów do poziomu kosztów. I to poprzez podnoszenie przychodów, a nie cięcie kosztów.

wow/"PB"

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:

Ciekawe? Czytaj dalej na BlogFrog.pl