
Zdaniem Weidnera różnica to efekt manipulowania rynkiem. Inwestorzy kupują kontrakty terminowe na rynkach europejskich, gdzie ograniczenia są znacznie słabsze niż w USA. To podnosi ceny w Stanach Zjednoczonych.
Rynek paliw powinien być regulowany wyłącznie prawami popytu i podaży. I faktycznie, zużycie ropy rośnie (główną winowajcą są tutaj Chiny). Ale nie aż tak szybko, aby uzasadnić szokowy wzrost cen.
Sytuację wykorzystują fundusze hedgingowe, których obecnie działa w USA 9 000 tysięcy. Zarządzają kwotą rzędu 1,5 biliona dolarów. To one odpowiadają za ponad połowę obrotów na rynku paliwowych kontraktów terminowych (z raportu amerykańskiego Kongresu wynika, że w ciągu lat 2003-2006 w branży energetycznej pojawiło się około 100 mld USD spekulacyjnego kapitału).
Do tego dochodzą banki, takie jak Bank of America, Morgan Stanley czy Goldman Sachs. Z badań Międzynarodowego Centrum na rzecz Energii i Rozwoju Gospodarczego wynika, że działania tych instytucji coraz bardziej przypominają praktyki specjalistów od hedgingu.
W takiej sytuacji przestają dziwić prognozy Goldmana sprzed trzech lat, które mówiły o ropie po 100 dolarów za baryłkę (wtedy kosztowała 55 USD). Oświadczenie banku stało się samospełniającą się przepowiednią. Dziś ten sam analityk Goldmana przewiduje cenę na poziomie 200 dolarów. Arjun Murti mówi o gwałtownie rosnącym popycie, a słowa te nie znajdują potwierdzenia w światowych statystykach.
Problemowi postanowiły przyjrzeć się amerykańskie władze. Powołano specjalną komisję w Izbie Reprezentantów, która w maju i czerwcu przeprowadzi stosowne przesłuchania. W Senacie jest już projekt ustawy, która ma nałożyć kaganiec na zagraniczne operacje terminowe.
wow/MarketWatch

Pochodzącą z Kolumbii...

Niedaleko stąd w czeskiej...

Mało znana firma finansowa...

Gdańska stocznia Sunreef...

Roman Abramowicz, jeden z...

Liczba Chińczyków, którzy...

Polska służba zdrowia...