Plus Biznesu pisze:
Pakiet Szejnfelda miał uczynić Polskę gospodarczym tygrysem Europy. Pierwszym niepokojącym sygnałem był projekt zmian w ustawie o swobodzie gospodarczej. Zamiast obiecywanych wielu ułatwień dla firm oferuje w kadłubowej formie tylko jedno - zawieszanie działalności. Zaskoczenie przedsiębiorców było ogromne. Teraz już wiemy, że była to tylko uwertura rozczarowań.
Nowa ordynacja podatkowa przelała czarę goryczy. Zmiany miały ułatwić prowadzenie działalności, a przede wszystkim wstrzymać wykonalność decyzji skarbówki do czasu ich uprawomocnienia. Dzięki temu miały nie powtórzyć się sytuacje, w których znalazły się Optimus czy JTT Computer. Ale:
"W projekcie są takie wyjątki od tej zasady, że w praktyce zasadą staną się wyjątki. Urzędnicy będą mieli niczym nieograniczone prawo nadawania swoim decyzjom rygoru natychmiastowej wykonalności" - powiedział Rafał Iniewski, szef rady podatkowej PKPP Lewiatan.
Jedna z sytuacji, w której wykonalność jest natychmiastowa, to "obawa przed przedawnieniem podatku". Przepisy nie precyzują jednak, kiedy taka obawa może zaistnieć. Niekorzystne postanowienie będzie można zaskarżyć, ale nie zawiesi to wykonania decyzji.
Dodatkowo skarbówka nie spieszy się z informowaniem firm o konieczności zapłacenia dodatkowego podatku:
"Powszechną praktyką skarbówki jest wydawanie decyzji domiarowych ze znacznym opóźnieniem, a niekiedy wręcz krótko przed upływem okresu przedawnienia. Podobne pułapki tkwią w pozornie korzystnej regulacji mówiącej o zawiadamianiu podatników z 7-dniowym wyprzedzeniem o planowanej kontroli. Zapisane wyjątki od tej zasady ograniczą stosowanie zawiadomień o kontrolach" - wyjaśnił wiceprezes BCC Bogusław Piwowar.
Adam Szejnfeld nie był zaskoczony opiniami pracodawców - obwiniał ministerstwo finansów:
"Krytyka ze strony środowisk biznesowych jest słuszna. Ja także mam szereg zastrzeżeń do obecnej wersji tego projektu. Zaznaczam jednak, że to bez mojej wiedzy eksperci resortu finansów wprowadzili kontrowersyjne zapisy. Będę interweniował w tej sprawie u ministra Jacka Rostowskiego" - powiedział polityk.
Możliwości są dwie - albo Szejnfeld zgodził się na kontrowersyjne zapisy i teraz stara się po cichu z nich wycofać, albo złe pomysły faktycznie narodziły się w głowach urzędników, którzy z nieznanych przyczyn postanowili oszukać wiceministra. Oba warianty świadczą nienajlepiej o organizacji pracy resortu.
wow