
Przypatrzmy się sylwetce jednego z potworów, którzy wspierają igrzyska w Chinach, prezesa Coca-Coli.
Edward Neville Isdell, to z pochodzenia Irlandczyk, który w wieku 10 lat przybył do Zambii. Tam w 1966 roku znalazł pracę w lokalnej rozlewni Coca-Cola. Od 2004 roku ten dżentelmen jest przewodniczącym Rady Dyrektorów koncernu oraz CEO Coca-Cola Company.
To jedna z najlepiej rozpoznawalnych i najbardziej oprotestowanych marek na świecie. Prowadzone są akcje takie jak Killer Cola oskarżające firmę o wspieranie mordów na działaczach związkowych. Flagowy produkt firmy podobno rozpuszcza zęby i nadaje się do czyszczenia zaśniedziałych przedmiotów... Teraz jeszcze ta nieszczęsna Olimpiada i Chińczycy za pieniądze Coca-Coli rozrabiający w Tybecie i Darfurze.
Tymczasem w rzeczywistości Neville Isdell jest jednym z najbardziej zaangażowanych w filantropię biznesmenów. Uczestniczy w programie Narodów Zjednoczonych Global Compact, jest przewodniczącym IBLF. W tej ostatniej organizacji, szerzącej ideę odpowiedzialnego biznesu, szef Coca-Coli szczególnie angażuje się w inicjatywę na rzecz praw człowieka.
Isdell za pieniądze Coca-Coli od dwóch lat zapewnia uchodźcom w Darfurze dostęp do wody pitnej. Według wielu ekspertów to właśnie brak wody jest największym problemem tego regionu. Szef największego na świecie producenta napojów uczestniczy też w Koalicji Biznesu na Rzecz walki z HIV/AIDS.
Pod naporem opinii publicznej akcjonariusze koncernu domagali się na ostatnim walnym zgromadzeniu wycofania ze sponsoringu olimpiady. Jednak Nevile Isdell odrzucił te żądania.
Argumentuje, że wszyscy krytycy imprezy w Pekinie zapomnieli, czym w rzeczywistości powinny być Igrzyska Olimpijskie. To manifestacja idei pojednania narodów i uczciwej, bezkrwawej rywalizacji sportowej. Olimpiada to marzenie o pokoju i równości. Zatrzymanie olimpijskiego ognia przed granicami Chin nie poprawi niczego, twierdzi szef Coca-Cola i trudno się z nim nie zgodzić, mając w pamięci Olimpiady z Moskwy i Los Angeles.
Firma Isdella nie jest organizacja polityczną, choć wielu chciałby ją ustawić w tej roli. Także sportowcy nie muszą być działaczami politycznymi i manifestować swoich poglądów. Coca-Cola wspiera olimpiadę i sportowców od 80 lat. Sportowcy poświęcają Igrzyskom Olimpijskim cały swój trening, to najważniejsze wydarzenie w ich zawodzie.
Olimpiada została przyznana Chinom także po to, aby ich społeczeństwo miało okazję do zetknięcia się z zachodnimi ideałami, w tym z prawami człowieka. Protesty i oskarżenia jak już widzimy, nie tylko nie poprawiają niczyjej sytuacji, ale wzmacniają chiński nacjonalizm i niechęć do zachodnich demokracji. .
Isdell apeluje na łamach FT w imieniu swojej firmy:
Prezes Coca-Coli być może nie mówi tak pięknie jak liczni ostatnio obrońcy Tybetu. Jednak to jego działania przynoszą realną poprawę losu wielu ludzi. Może warto go posłuchać?
Kto wie, może Coca-Cola ma rację, nie protestujący obrońcy Tybetu...
Piotr Wrzosiński

Roman Abramowicz, jeden z...

Ale na ostatnim miejscu. A...

To nie tylko papierowe...

Rozczarowany giełdą?...

Jeśli uważnie prześledzimy...

To wygląda na ogólny trend...

"Jestem...