05.05.200809:38

Dlaczego Coca-Cola nie wycofa się z igrzysk w Pekinie

edward neville isdell
fot. coca-cola.com
Wszyscy już czytaliście o tym, że firmy reklamujące się na Olimpiadzie w Pekinie wspierają ludobójstwo, a ich menadżerowie to bezduszni kapitaliści żądni jedynie zysku. Protesty trwają i odbijają się na gospodarce, na razie francuskiej a nie chińskiej, ale wszystko przed nami. Tymczasem zarzuty nie zawsze są uzasadnione.


Przypatrzmy się sylwetce jednego z potworów, którzy wspierają igrzyska w Chinach, prezesa Coca-Coli.

Edward Neville Isdell, to z pochodzenia Irlandczyk, który w wieku 10 lat przybył do Zambii. Tam w 1966 roku znalazł pracę w lokalnej rozlewni Coca-Cola. Od 2004 roku ten dżentelmen jest przewodniczącym Rady Dyrektorów koncernu oraz CEO Coca-Cola Company.

To jedna z najlepiej rozpoznawalnych i najbardziej oprotestowanych marek na świecie. Prowadzone są akcje takie jak Killer Cola oskarżające firmę o wspieranie mordów na działaczach związkowych. Flagowy produkt firmy podobno rozpuszcza zęby i nadaje się do czyszczenia zaśniedziałych przedmiotów... Teraz jeszcze ta nieszczęsna Olimpiada i Chińczycy za pieniądze Coca-Coli rozrabiający w Tybecie i Darfurze.

 

Tymczasem w rzeczywistości Neville Isdell jest jednym z najbardziej zaangażowanych w filantropię biznesmenów. Uczestniczy w programie Narodów Zjednoczonych Global Compact, jest przewodniczącym IBLF. W tej ostatniej organizacji, szerzącej ideę odpowiedzialnego biznesu, szef Coca-Coli szczególnie angażuje się w inicjatywę na rzecz praw człowieka.

Isdell za pieniądze Coca-Coli od dwóch lat zapewnia uchodźcom w Darfurze dostęp do wody pitnej. Według wielu ekspertów to właśnie brak wody jest największym problemem tego regionu. Szef największego na świecie producenta napojów uczestniczy też w Koalicji Biznesu na Rzecz walki z HIV/AIDS.

 

Pod naporem opinii publicznej akcjonariusze koncernu domagali się na ostatnim walnym zgromadzeniu wycofania ze sponsoringu olimpiady. Jednak Nevile Isdell odrzucił te żądania.

Argumentuje, że wszyscy krytycy imprezy w Pekinie zapomnieli, czym w rzeczywistości powinny być Igrzyska Olimpijskie. To manifestacja idei pojednania narodów i uczciwej, bezkrwawej rywalizacji sportowej. Olimpiada to marzenie o pokoju i równości. Zatrzymanie olimpijskiego ognia przed granicami Chin nie poprawi niczego, twierdzi szef Coca-Cola i trudno się z nim nie zgodzić, mając w pamięci Olimpiady z Moskwy i Los Angeles.

Firma Isdella nie jest organizacja polityczną, choć wielu chciałby ją ustawić w tej roli. Także sportowcy nie muszą być działaczami politycznymi i manifestować swoich poglądów. Coca-Cola wspiera olimpiadę i sportowców od 80 lat. Sportowcy poświęcają Igrzyskom Olimpijskim cały swój trening, to najważniejsze wydarzenie w ich zawodzie.

 

Olimpiada została przyznana Chinom także po to, aby ich społeczeństwo miało okazję do zetknięcia się z zachodnimi ideałami, w tym z prawami człowieka. Protesty i oskarżenia jak już widzimy, nie tylko nie poprawiają niczyjej sytuacji, ale wzmacniają chiński nacjonalizm i niechęć do zachodnich demokracji. .

Isdell apeluje na łamach FT w imieniu swojej firmy:

(...) Rozumiemy też, że igrzyska oferują globalną widownię, atrakcyjną dla tych, którzy mogą ją wykorzystać do swoich celów. Prosimy te grupy i osoby o znalezienie sposobu na pozytywne wykorzystanie otwartości Olimpiady, zamiast ataków i podważania tego z niewielu pozostałych na świecie jednoczących wydarzeń.

Prezes Coca-Coli być może nie mówi tak pięknie jak liczni ostatnio obrońcy Tybetu. Jednak to jego działania przynoszą realną poprawę losu wielu ludzi. Może warto go posłuchać?

Kto wie, może Coca-Cola ma rację, nie protestujący obrońcy Tybetu...

 

Piotr Wrzosiński

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:
Galeria Managerii

Ciekawe? Czytaj dalej na BlogFrog.pl