
Amerykańskie imperium toczy swoją ostatnią wojnę - "wojnę z recesją". Wspierają ją wszyscy: od prezydenta Busha, przez bankierów z Fed, po opozycyjnych Demokratów. Niestety tylko w deklaracjach, bo w rzeczywistości Stany Zjednoczone wciąż prowadzą ewidentnie rujnującą politykę.
Deficyt handlowy i budżetowy są gigantyczne. Mieszkańcom brakuje pieniędzy na opiekę medyczną. System finansowy się chwieje. Amerykańskie Biuro Kontroli Rządu (GAO) opublikowało raport zawierający "porażające długoterminowe symulacje", mówi cytowany przez "Financial Times" główny rewident GAO David Walker.
Jak wyglądają przedstawione w nim scenariusze upadku? Zawierają "dramatyczne" podwyżki podatków, cięcia w rządowych świadczeniach i zalew tanich produktów z krajów rozwijających się, który rozłoży rodzimy przemysł.
Zdaniem Walkera jest wiele podobieństw między tą prognozą, a końcem... starożytnego Rzymu. - Upadek wartości moralnych i wartości obywatelskich w kraju, zbyt pewna i rozbudowane siły zbrojne poza jego granicami, nadmierne wydatki centralnego rządu - wymienia.
Wyż demograficzny, nakręcone koszty opieki zdrowotnej, dramatycznie spadający poziom oszczędności, rosnąca zależność od zagranicznych przywódców powodują, że USA są zagrożone bankructwem - przestrzega Walker, były menedżer firmy konsultingowej PricewaterhouseCoopers.
Tymczasem USA potrzebują remontu: - Będą potrzebne miliardy dolarów na modernizację całej infrastruktury od autostrad po lotniska, wodociągi i kanalizację. Niedawna katastrofa mostu w Minneapolis była dzwonem na alarm - mówi Walker. Pod gruzami mostu na Missisipi latem 2007 roku zginęło 13 osób.
Ale czy USA można porównać do dawnych potęg? Rzymu, Bizancjum, Imperium Osmańskiego czy brytyjskiego? Tak, ale z pewnymi zastrzeżeniami.
Stworzone przez przeciwników silnego centralnego ośrodka władzy Stany Zjednoczone w swojej krótkiej acz burzliwej historii krok po kroku zmierzały w stronę imperium.
Początkowo państwo być federacją względnie suwerennych stanów. W konstytucji uchwalonej w 1787 roku nie określono jednak, czy i na jakich zasadach poszczególni jej członkowie mogliby ją opuścić.
Gdy w 1861 roku siedem południowych stanów ogłosiło secesję, rezultatem była krwawa wojna. Cztery lata po jej zakończeniu Sąd Najwyższy uznał, że rząd federalny w Waszyngtonie nie musi spłacać konfederackiemu Teksasowi zaciągniętej podczas konfliktu pożyczki. Dlaczego? Bo jego secesja była bezprawna:
Skąd taki wniosek? Wyciągnięto go z króciutkiej, 52-wyrazowej preambuły do konstytucji, gdzie znalazło się stwierdzenie, że naród Stanów Zjednoczonych uchwala ją "w celu tworzenia bardziej doskonałej unii". Sąd Najwyższy stwierdził, że oznacza to nadrzędność rządu federalnego nad stanowymi.
Ani Teksas, ani żaden inny stan nie próbował już później ogłosić secesji. Spójność gigantycznego państwa została zabezpieczona. Stany Zjednoczone mogły rozpocząć ekspansję.
Za ojca amerykańskiego imperializmu uważa się Theodore'a Teddy'ego Roosevelta, który jako pierwszy prezydent przejął się losem mieszkańców Ameryki Łacińskiej. Rozpoczął m.in. budowę Kanału Panamskiego i przy okazji "wyzwolił" Panamę, wcześniej prowincję Kolumbii. Ale to Abraham Lincoln podczas wojny secesyjnej zaczął drukować pierwsze prawdziwe "zielone", czyli papierowe dolary bez pokrycia.
Plakat wyborczy Partii Republikańskiej z 1900 roku. Na zdjęciu prezydenci William McKinley i Theodore Roosevelt. Pod nimi doktryna amerykańskiego imperializmu.
Podczas drugiej wojny światowej USA miały już doskonałe narzędzie do prowadzenia finansowej polityki zagranicznej - Fed. System rezerwy federalnej wyszedł wzmocniony po wielkim kryzysie, który pozwolił mu na wielki skok na pieniądze obywateli. Waszyngton wspierał sojuszników w kampanii przeciwko III Rzeszy pożyczkami. Broń sprzedawał za gotówkę "na wynos" albo w leasingu.
W 1944 roku w Bretton Woods przedstawiciele 44 alianckich krajów zgodzili się na warunki prezydenta Franklina Delano Roosevelta, który zaproponował, by rolę dotychczasowego międzynarodowego pieniądza - złota - przejął amerykański dolar, nadal wymienialny według stałego kursu na kruszec.
Gdy w 1971 roku widać było gołym okiem, że papierowych "zielonych" jest w obiegu zdecydowanie za dużo, zrezygnowano z tego ograniczenia. Monet, banknotów, elektronicznych pieniędzy można było bankom centralnym drukować do woli. Ceny mogły nieprzerwanie rosnąć, ale na przyzwoicie niskim poziomie.
Będąc w posiadaniu kamienia filozoficznego, rząd Stanów Zjednoczonych mógł zamieniać makulaturę w złoto.
W porównaniu ze swoimi poprzednikami, Stany Zjednoczone wyglądają licho. Statystycy z Wikipedii stworzyli takie zestawienie:
| 1. Imperium Brytyjskie za Jerzego V w 1922 roku | 36,6 mln km kw. |
| 2. Imperium Mongolskie za Kublai Khana w 1268 roku | 33,2 |
| 3. Rosja za Mikołaja II w 1895 roku | 22,8 (więcej niż ZSRR) |
| 4. Hiszpania za Karola III 1759-1788 | 19 |
| 5. Kalifat Umajjadów za Hiszama ibn Abd al-Malika 723-743 | 13,2 |
| 6. Chiny za dynastii Qing w XVIII wieku | 13 |
| 7. Francja za III Republiki za prezydenta Alberta Lebruna w 1938 roku | 12,5 |
| 8. Portugalia na początku XX wieku | 10,4 |
| 9. Stany Zjednoczone | 10 |
Jeszcze gorzej USA wypadają, jeśli wziąć pod uwagę ich procentowy udział w światowej populacji, albo PKB. Ale to tylko pozory. Żadne z poprzedników nie może się równać z imperium ery globalizacji.
Po II wojnie światowej Stany Zjednoczone dominowały pod względem kulturowym, naukowym i gospodarczym. Mocarstwa Niemiec i Austro-Węgier przestały istnieć. Naukowcy z Europy Środkowej uciekli przed nazizmem za Atlantyk. Wielka Brytania straciła swoje zamorskie posiadłości i prymat w międzynarodowym handlu.
U szczytu swojej potęgi, czyli na przełomie XX i XXI wieku, chociaż nie widać tego na politycznej mapie świata, pośrednio kontrolowały większość naszej planety.
Mimo to, w przeciwieństwie do wszystkich innych supermocarstw w historii, Amerykanie nigdy nie uznali istnienia swojego imperium. Nic dziwnego. USA to przecież kraj, który zrodził się jako wyzwolona kolonia.
"Ameryka nie ma imperium, które mogłaby poszerzać, ani utopii, którą mogłaby propagować. Życzymy jedynie innym tego samego, czego życzymy sobie - ochrony przed przemocą, dobrodziejstw wolności i nadziei na lepsze życie" - mówił w 2002 roku, u progu swojego ośmioletniego panowania, prezydent George W. Bush.
Właśnie to zdaniem historyka z Uniwersytetu Harvarda Nialla Fergusona jest cecha, która wyróżnia USA:
Taki stan rzeczy nazywa "imperium wypierającym się" (ang. an empire in denial).
Potęga USA jako samodzielnego hegemona na arenie stosunków międzynarodowych wyrosła po upadku ZSRR. Lata 90. XX wieku były najdłuższym okresem prosperity w historii. Boom zakończył się dopiero po atakach 11 września 2001.
Wtedy to USA, w obliczu zagrożenia terroryzmem, weszły na drogę ponownej od czasów zimnej wojny ekspansji militarnej. Amerykańska armia wkroczyła do Afganistanu i Iraku, a prezydent Bush ogłosił nową doktrynę wojen prewencyjnych.
Chociaż Ameryka okupuje obecnie terytoria nieporównywalnie mniejsze niż brytyjskie Indie, to wydatki na interwencje dają się we znaki. Waszyngton zapożycza się na 15 miliardów dolarów miesięcznie, aby sfinansować misje w Iraku i Afganistanie. Jak przewiduje laureat nagrody Nobla z ekonomii Joseph Stiglitz przewiduje, że całkowite koszty wojny sięgną 3 bilionów dolarów i tym samym będą większe niż wydatki wojskowe podczas drugiej wojny światowej.
Przyczyną upadku Imperium Brytyjskiego były zbyt duże koszty utrzymania zamorskich włości. Obecnie z podobnym problemem musi zmierzyć się Waszyngton.
Stany Zjednoczone nie radzą sobie z globalizacją. Głównym towarem eksportowym imperium są papierowe banknoty. Najwięcej sprzedaje się ich do Chin. W zeszłym roku deficyt handlowy USA z tym krajem wyniósł 250 mld dolarów.
Ponieważ największym bankom z Wall Street brakuje pieniędzy, Fed mimo rosnącej inflacji, pompuje do obiegu miliardy dolarów. Ma też na głowie ratowanie nowojorskiej giełdy. To dodatkowo osłabia dolara.
Nadal prawie dwie trzecie światowych rezerw walutowych to "zielone złoto". Jednak to się nieuchronnie zmieni.
Chińczycy, których ponad dwie trzecie rezerw walutowych to dolary, mają dosyć taniejącej waluty. Chociaż to ChRL robi najlepsze interesy z upadającym imperium, to gdy ma się 1,5 biliona dolarów gotówki w sejfie (tyle rezerw walutowych mają obecnie Chiny), trudno jest bezczynnie patrzeć jak ich wartość topnieje. Oficjele w Pekinie pomrukują o rezygnacji z amerykańskiej waluty.
Z kolei wśród samych Amerykanów narasta niechęć do wolnego handlu - głównego narzędzia pokojowej ekspansji ich imperium. Ekonomista z Uniwersytetu w Princeton Alan Blinder, związany z Partią Demokratyczną, przewiduje, że w ciągu najbliższych 10-20 lat ze Stanów Zjedoczonych za ocean odpłynie od 30 do 40 milionów miejsc pracy.
To przerażająca wizja dla obywateli. Analitycy przewidują, że wraz z przejęciem władzy w parlamencie przez lewicę wpieraną przez związki zawodowe, można spodziewać się w najbliższych latach odejścia od wolnego handlu w stronę protekcjonizmu.
Krach mieszkaniowy, kryzys finansowy i upadek wartości dolara są konsekwencją tego, że amerykańskie imperium, od obywatela, po rząd federalny napędzane jest pożyczkami.
Niell Ferguson twiedzi, że sytuacja USA jest podobna do tej Imperium Osmańskiego w latach 1870. Fundusze z krajów Środkowego Wschodu i Chin wykupują udziały w bankrutujących amerykańskich bankach.
Imperium Osmańskie i jego egipski wasal wpadli w ogromne długi. Sułtan Abd-ul-Aziz chciał napędzić wzrost wielkimi inwestycjami za pożyczone pieniądze w Paryżu i Londynie. Fundusze miały być przeznaczone na modernizację gospodarki, w rzeczywistości zostały zużyte na konsumpcję, niepotrzebną rozbudowę floty oraz pałaców. W połowie lat 1870. dworzanie obalili monarchę. Jednak na ratowanie imperium było już za późno. Zawaliło się pod ciężarem długów.
Tak jak sułtan był dłużnikiem Brytyjczyków i Francuzów, tak Stany Zjednoczone zaciągnęły kredyt najpierw w Japonii a teraz w Chinach. Po upadku Imperium Osmańskiego, Wielka Brytania przejęła Kanał Sueski, który okazał się świetną inwestycją, zarówno finansową, jak i strategiczną.
Zdaniem Fergusona inwestycje funduszy należących do Chin, Rosji, Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Kataru w bankrutujące banki raczej nie będą tak opłacalne. Jednak z punktu widzenia polityki zagranicznej mogą okazać się bardzo wartościowe.
Czy USA grozi bankructwo? Oficjalny dług publiczny przekracza już 9 bilionów dolarów (można go obserwować na takich "zegarach"). - Jednak jeśli wliczyć to zadłużenie, którego nie ma w bilansie - Medicare, Medicaid (państwowy system opieki zdrowotnej) oraz ubezpieczenia społeczne dług wyniesie 70 bilionów dolarów - mówi Ferguson.
Nadal większość transakcji w światowej gospodarce rozliczanych jest w dolarach. Państwa obawiają się tak samo jak imperium, kosztów załamania się systemu. Jednak polityczni wrogowie Waszyngtonu - Wenezuela czy Ekwador - ostentacyjnie wyrzekli się dolara. Jeśli najwięksi wierzyciele imperium dojdą pewnego dnia do wniosku, że już czas, by upomnieć się o swoje pieniądze, Stany Zjednoczone zbankrutują.
Bartek Ciszewski

Dzisiaj i jutro w...

Siedem lat temu powstał...

Mało kto wie, że polski...

Miłośnicy filmów dla...

To wygląda na ogólny trend...

Status bardzo grubej ryby...

Doświadczenie z hazardem...