25.01.200801:14

Marketing i kampania w USA: Bydlak bombarduje Biały Dom

fot. AP
Libertariański kandydat zbiera najwięcej pieniędzy, internauci poświęcają mu ponad dwa razy więcej czasu niż Barackowi Obamie. Amerykanie oszaleli? Nie, to za kampanię Rona Paula wziął się prawdziwy wizjoner.


Wszyscy wiedzą o wyborach w USA. Kandydaci są znani. U Demokratów walka toczy się między Hillary Clinton a Barackiem Obamą. Republikanie mają zaś Mitta Romney'a, Rudyego Giulianiego i Johna McCaina.

A jednak jest facet o którym nie przeczytacie prawie nigdzie poza Managerią i który jest czarnym koniem tej kampanii. To Ron Paul, republikański kandydat z Teksasu, którego strategia marketingowa jest rewolucją zmieniającą amerykański system polityczny.

Nie lubimy pisać o polityce, ale z tej kampanii można nauczyć się wiele o skutecznym kreowaniu wizerunku za pomocą najnowszych mediów. Kto stoi za Ronem Paulem? Bydlak, Jonathan Bydlak.

Niszowy kandydat jakich wielu?

Ron Paul ma ponad 180 tys. wpisów na blogach z Technorati, najpopularniejszego indeksu internetowych dzienników (kreowany przez media na gwiazdę sieci Obama 123 tys.), oraz 98 600 filmów na YouTube (Obama 59 200). To pokazuje skalę jego popularności.

W lutym 2007 przeciętny Amerykanin nie miał pojęcia, kim jest Ron Paul. W sondażach miał rozpoznawalność nazwiska równą 0. W pierwszym kwartale kampanii fundraisingowej Ron Paul zebrał marne grosze - zaledwie 600 tysięcy dolarów. Wtedy pojawił się John Bydlak, szef kampanii Rona Paula oraz spontaniczny zwolennik kandydata Trevor Lyman, który na potrzeby Paula stworzył finansową bombę.

Dziś kampania Rona Paula jest najszybciej zbierającą fundusze w historii (6 milionów zebranych w jeden dzień, 20 milionów USD w ostatnim kwartale 2007). W pierwszych prawyborach w stanie Iowa uzyskał 10 proc. poparcia bijąc Giulianiego. 19 stycznia w Nevadzie Ron Paul uzyskał 14 proc. był drugi po Romney'u wyprzedzając McCaina. Giuliani spadł na przedostatnie miejsce.

Nevada, stan zamieszkały przez wielu Mormonów wybrał Romneya, który jest wyznawcą tego kościoła, ale skąd tam Ron Paul? Z baz wojskowych. Okręgi zamieszkałe przez wojskowych odwróciły się od weterana z Wietnamu McCaina i głosowały za Ronem Paulem.

Ron Paul to jedyny kandydat, który chce jak najszybszego wycofania wojsk USA z misji zagranicznych, w tym z Iraku i Afganistanu. Dzięki temu uzyskał poparcie wojskowych i ich rodzin - wyrażone między innymi w dotacjach finansowych. To wojskowi najchętniej płacą na kampanię Paula. Paul uważa też, że amerykańska polityka zagraniczna jest jedną z przyczyn terroryzmu wymierzonego w USA.

Takie postawienie sprawy zyskało mu szacunek nowojorskich strażaków i policjantów, którzy krytykują przy okazji Giulianiego - burmistrza Nowego Jorku w czasie zamachu na WTC 11 września 2001.

Ron Paul to także kandydat wielu finansistów - poparli go m.in. Axel Merk (Merk Hard Currency Fund), Harry Schultz (Harry Schultz Letter), Jim Rogers (Jim Rogers.com), Richard Russell (Dow Theory Letters), oraz Peter Schiff (Euro Pacific Capital). Dlaczego?

Jako libertarianin, czyli zwolennik minimalizacji roli państwa, nigdy nie głosował za zwiększeniem deficytu budżetowego, ani za podniesieniem podatków. Konsekwentnie proponuje ograniczenie wydatków federalnych oraz jest zwolennikiem dolara opartego na złocie. W czasach spadku wartości amerykańskiej waluty, rekordowych cen kruszców i zagrożenia kryzysem finansowym, to silny atut. Firma produkująca Liberty Dollars, pieniądze powiązane 1 do 1 ze złotem i srebrem, umieściła twarz Rona Paula na awersie bitych przez siebie złotych monet.

Jest aktywnym politykiem zajmującym się polityką finansową w Kongresie Stanów Zjednoczonych - pracuje m.in. w Joint Economic Committee oraz House Banking Committee.

Paul nie jest kandydatem establishmentu a jego polityka jest sprzeczna z interesami głównych sponsorów Republikanów. Jak w każdej demokracji "poważni" kandydaci mają wypróbowany sposób na tych "egzotycznych" - niech media o nich milczą.

Rzeczywiście czołowe gazety i telewizje przyjęły taktykę: o Ronie Paulu najlepiej nie wspominać. No, ale skąd ci wszyscy ludzie tak świetnie go znają?

Majstersztyk marketingu politycznego

W Stanach Zjednoczonych internet ma zasięg porównywalny z sieciami informacyjnymi takimi jak FOX czy CNN. Niespodziewanie ludzie sami zaczęli mówić o Paulu - w YouTube, na blogach, w serwisach społecznościowych. Sprawdźcie sami. Amerykańscy internauci nazywają to,co się dzieje, rEVOLution.

Kto stoi za tą marketingową rewolucją? Dwie osoby: oficjalny szef kampanii fundraisingowej John Bydlak, oraz samozwańczy przywódca internetowych zwolenników Paula, Trevor Lyman (na zdjęciu u dołu).

Lyman jest tak tajemniczy, że nawet Ron Paul nie pamięta jego nazwiska. To niespełniony muzyk w wyciągniętym T-shircie, który całymi dniami przesiaduje w Sieci, choć nie pracuje w Managerii.

Jednym z jego genialnych pomysłów jest Money bomb - pieniężna bomba. To połączenie kampanii wirusowej w internecie ze zbiórką pieniędzy. Pierwsza bomba wybuchła 5 listopada 2007.

"Remember, remember the 5th of November" Zainspirowany filmem twórców Matrixa "V jak Vendetta" Trevor Lyman wykorzystał dzień Guya Fawkesa, ikony ruchu wolnościowego. Namawiał osoby prywatne do składania niewielkich datków na kampanię Rona Paula. Sukces przekroczył oczekiwania. Bydlak po pierwszej bombie Lymana otrzymał 4,2 mln USD.

Kolejna bomba wybuchła w rocznicę Bostońskiej Herbatki, symbolu walki Amerykanów z uciskiem fiskalnym imperium brytyjskiego. 16 grudnia 2007 padł absolutny rekord - jednego dnia na konto kampanii Rona Paula wpłynęło 6 milionów USD.

Ostatnia jak dotąd bomba wybuchła 21 stycznia 2008 - w dniu Martina Lutera Kinga - i przyniosła ok. 1,8 mln USD. Lyman wymyślił także Sterowiec Paula wzbudza zainteresowanie mediów gdziekolwiek się pojawi. "Kim jest Ron Paul? Wyguglaj Rona Paula":

Jonathan Bydlak przestawił całą kampanię finansową Paula na ścieżkę zaproponowaną przez Lymana Dzięki temu Ron Paul według badań Compete.com jest najsilniejszym kandydatem w internecie - jego wypowiedzi tylko w grudniu 2007 przyciągnęły uwagę internautów z USA na 364 218 godzin.

Dla porównania: chwalony przez korespondenta TVP za obecność w internecie Barack Obama ma wynik 162 672 godzin. Tymczasem Pan Piotr Kraśko wmawia nam:

Szalony czy niedoinformowany? Nie wiemy, ale wiemy, że inni kandydaci rzeczywiście próbują dogonić Paula w Internecie - jednak nie mają Lymana.

Inny Republikanin spoza mainstreamu - Mike Huckabee przyjął taktykę Paula i posiłkuje się Chuckiem Norrisem w internetowych spotach:

Dzięki temu również on wbił się do czołówki. Choć jego kampania finansowa w sieci jest znacznie słabsza od tej Paula, to Huckabee stał się znany i uzyskał poparcie religijnych Republikanów (jest pastorem Południowej Konwencji Baptystów, największego protestanckiego kościoła w USA, w odróżnieniu Romneya, który jest mormonem).

Ron Paul nie ma więc poparcia wielkich mediów, ale dzięki Lymanowi i Bydlakowi uzyskał poparcie tysięcy ludzi publikujących treści w internecie.

Jest kandydatem, który zebrał najwięcej indywidualnych dotacji, a jego zwolennicy są obecni na wszystkich wydarzeniach związanych z wyborami. Jak mówi sam Rudy Giuliani - zwolennicy Paula są wszędzie, w całym kraju.

Czy Ron Paul uzyska nominację? Pewnie nie, ponieważ jest konsekwentnie pomijany przez wielkie sieci telewizyjne. Jednak jego rewolucja odciśnie piętno na amerykańskiej polityce, wprowadzając na wielką skalę internet i pokazując siłę oddolnego poparcia.

Przykład jego kampani trafi pewnie do podręczników uczących, jak skutecznie kreaować wizerunek. Trevor Lyman znalazł swoje miejsce w historii marketingu, choć marzył o karierze w muzyce. A John Bydlak? I tak nie byłby pierwszym bydlakiem, który wprowadził swojego kandydata do Białego Domu.

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:

Ciekawe? Czytaj dalej na BlogFrog.pl